czwartek, 19 października 2017

Powrót z morza.

No i wróciłem. Ostatni rejs zrobiony, jacht odstawiony, wysycham w domu i otrzepuję się z soli morskiej. Powoli dochodzę do siebie, ze stoickim spokojem przeżywając kolejne sny o tym, że wciąż pływam. Za dwa tygodnie powinno przejść. Tymczasem staram się zmobilizowac do pisania. Niby mam kilka miesięcy, ale wiem, że to niewiele czasu. A znając mnie, to nie codziennie bede miał wenę. Tym bardziej muszę wziąc dupę w troki i przysiąść fałdów. 

Samotnośc gryzie, jesień gryzie, teraz moge z czystym sumieniem zanurzyć się w ciemną mgłę październikowej nocy. Samhuinn tuż tuż...

A tymczasem nadrabiam zaległości filmowe. Wczoraj byłem w kinie na nowym Blade Runnerze, dzisiaj wciągnąłem nową Mumię z Tomem Cruisem, na jutro czeka Valerian. Pamietam go z czasów komiksu w "Świecie Młodych", bardzo mi wtedy podszedł. Ciekawe, jak wyszedł film.


wtorek, 3 października 2017

Jesień

Przyszła, bo co miała zrobić. Stoję w Szczecinie, przede mną jeszcze jeden, październikowy rejs, a potem odstawiam TOBIASA i wracam na ląd, wyschnąć nieco. Chciałoby sie jeszcze gdzies wyskoczyć na ciepłe wody przed zimą, ale wymysliłem sobie ambitne plany pisarskie i wypadałoby się z nich wywiązać. Przed sobą samym, czytelnikami i zamawiającymi. Bo oprócz Alazzy mam nagrane zlecenie na książkę o żeglarstwie dla dzieci. A to niełatwe zadanie. Póki co jednak, odpoczywam, czekając do weekendu, gdy znów przepłynę do Świnkowa i zabiorę załogę.

Z kronikarskiego obowiązku: rejs do Kopenhagi był najbardziej zajebistym w tym sezonie. I chociaż zupełnie nie wiało i cała drogę zrobiliśmy na silniku, to ekipa była maksymalnie pozytywna. Niestety, kolejny rejs już nie dorastał Kopenhadze, mimo że zaliczylismy Bornholm, ale prymitywizm zwłaszcza jednego załoganta zmęczył mnie do tego stopnia, że z chęcią dobijałem po raz ostatni do mariny w Świnoujściu. Pomijam numer jaki mi odwalił telefonicznie, szkoda sie rozpisywać, ale tak to bywa, gdy mając ponad sześćdziesiąt lat wciąz myśli się kutasem, a nie mózgiem. Brak dystansu do siebie i narosłe kompleksy dają doprawdy żałosny wynik. Mam nadzieje, że nigdy taki nie będę. Blech.

Jak na razie staram sie nie dawać jesieni, choć wiedźma puka do okien i usiłuje wleźć we mnie. Pewnie niedługo i tak ją wpuszczę, ale na razie jeszcze muszę się spiąć na ostatni tydzien na Bałtyku. Zresztą, cały październik szykuje się raczej robotny, więc nie powinienem mieć czasu na melancholijne pierdolenie o niczym.

Way to go, sailor!

Zdjęcie użytkownika Cezary Czyżewski.

Zdjęcie użytkownika Cezary Czyżewski.

Zdjęcie użytkownika Cezary Czyżewski.

Zdjęcie użytkownika Cezary Czyżewski.

Zdjęcie użytkownika Cezary Czyżewski.      Zdjęcie użytkownika Cezary Czyżewski.

środa, 13 września 2017

Pytanie do czytelników.

Premiera drugiej części historii Tadeusza i Alazzy planowana jest na marzec 2018 roku. Przygotowując się do niej, chciałbym poznać zdanie osób zainteresowanych, jaka forma książki i zakupu byłaby przez was najchętniej widziana. Zapraszam też do komentowania, każda uwaga może okazać się przydatna.



piątek, 8 września 2017

Into the West...

Darłowo we wrześniu jest przygnębiające. Zawinęliśmy tutaj, w drodze na zachód, do Świnoujścia, bo na Bałtyku znowu sztormuje. Na jachcie ciepło i przytulnie, ale spacer po miasteczku nie pozostawia złudzeń: to już po sezonie. I nie zmienią tego ostatni urlopowicze, którzy pomimo deszczowej pogody spacerują po miejscowych "krupówkach". Kebaby pozamykane, stoiska z pamiątkami gonia ostatkiem wyprzedaży i tylko miejscowi rybacy jak zawsze wyjmują z łodzi świeże ryby...

Zdjęcie użytkownika Cezary Czyżewski.

sobota, 2 września 2017

Home again, just for a moment.

Zagubiona karta płatnicza w Tallinie sprawiła, że dzisiaj jestem w Bydgoszczy, pomiędzy dwoma rejsami. Wróciłem właśnie z miesięcznego rajdu dookoła Bałtyku. Jego kulminacyjnym momentem był etap z Tallina przez Helsinki i Ryge do Gdańska. Razem z moimi Morskimi Trollami zamkneliśmy pięcioletnią historię naszego projektu "Bałtyk."

Zaczęło się w 2012 roku krótkim rejsem "Solitude" na Bornholm. Rok później, już na "Bystrzu" zrobiliśmy Sztokholm. Największą naszą wyprawą były Alandy w 2014 roku. Niemal trzy tygodnie, ponad 800 mil, przygoda z silnikiem i szwedzką Marynarką Wojenną oraz najbardziej paskudny sztorm, jaki miałem okazę przezyć. Nie najsilniejszy. Najbardziej paskudny. I gdyby nie ta załoga, nie dałbym wtedy rady.

Rejs w kolejnym roku, dookoła Zelandii to były dwa tygodnie jachtingu przy pięknej pogodzie i doskonałych warunkach żeglugowych. W porównaniu z Alandami, Dania była żeglarskim spacerkiem.

Potem nastapił rok przerwy, chłopaki mieli matury i rekrutacje na studia. Przyznam się, że myslałem wtedy, że to już koniec, że załoga rozeszła się na dobre. Myliłem się.

Zgłosili sie do mnie w tym roku, że chcą jeszcze raz popłynąć. I zrobiliśmy to. Na "Tobiasie" zdobylismy Helsinki, Tallin i Rygę. Z powodów pogodowych i technicznych (awaria alternatora i prawie dwa dni wyjęte z rejsu) odpuściliśmy Kłajpede i Lipawę, ale naprawdę, to co widzieliśmy w stolicach Estonii i Łotwy wystarczyło. To było zamknięcie pętli, zamknięcie projektu. Chłopaki z nieopierzonych piętnastolatków stali się dorosłymi dwudziestoletnimi mężczyznami. Kilku ma już nawet sterników morskich. Mój pomysł nie tylko, że sie udał, ale też i został zakończony z sukcesem. Bałtyk zdobyty.

Co dalej? Cóż... za cieśninami czeka Północne, a i kolejne pokolenia młodych trolli podobno chcą ze mną na morze...




wtorek, 22 sierpnia 2017

Long way home...

Dzisiaj wieczorem opuszczamy Helsinki. Ładne miasto, pełne modernistycznej architektury i życzliwych ludzi. Czas nam na południe. TOBIAS popłynie najpierw  przez cieśniny przy wyspach Saarema i Hiuma, a potem zawinie do Parnawy. Stamtąd weźmiemy kurs na Rygę.





niedziela, 20 sierpnia 2017

Sztokholm, Alandy i Helsinki

Rejs do Sztokholmu przez Visby będę wspominał miło. Zwłaszcza, że zaliczyliśmy dzień z tygodnia średniowiecza. Sztokholm oczywiście fajny jak zawsze. Nowa załoga juz nie. Miałem czterech chlejców z Białegostoku i jednego łosia o psychopatycznych skłonnościach. Albo ćpuna. Rejs alandzki niestety okazał się ciężki, cieszyłem się, że już po wszystkim i stara załoga zeszła z pokładu. Aktualnie są już moje morskie trolle, które przyjechały wczoraj do Tallina, gdzie stoję i za chwilę wypływamy do Helsinek. Klimat zmienił się zupełnie i atmosfera jest jak zawsze - wesoło, zgodnie, z odrobiną świntuszenia i zdrowej, męskiej perwersji. ;)

Dwa tygodnie przed nami. Będzie git!